Wybrzeżem Holandii

Zwiedzanie Holandii zaplanowaliśmy tak aby przebyć jak najdłuższy odcinek wybrzeża oraz odwiedzić kilka lokalizacji w głębi lądu. Nasza trasa przelotowa obejmowała nastepujące miasta:
Piekary Śląskie (start) – Wrocław – Jędrzychowice – Budziszyn – Drezno – Lipsk – Kessel – Venlo.

Ten przejazd podzieliliśmy na dwa dni z zaplanowanym po stronie niemieckiej noclegiem na kempingu Kessel Camp w miejscowości Kessel. Kolejnego dnia przekroczyliśmy granicę holenderską w miejscowości Venlo. Nie tracąc czasu chcieliśmy osiągnąć cel i dojechać na wybrzeże. Kierując się wzdłuż granicy z Belgią zatrzymujemy się w pięknej miejscowości Breda. Znajdujemy parking niedaleko centrum i obchodzimy z Buranem spragnionym spaceru malownicze uliczki miasto. Na rynku zaliczamy dobry obiad z myślą, aby przez kolejne godziny poziom głodu nie przeszkadzał w podziwianiu wspaniałej infrastruktury drogowej oraz mijanych po drodze atrakcji.

Dojeżdżając na wybrzeże noc spędzamy na kempingu w Westkapelle, gdzie nie było problemu wjechać z naszym dużym psiakiem i rozbić namiot. Bliskość morza zmotywowała nas do szybkiej instalacji na polu namiotowym i udania się na spacer po plaży.

Dochodząc do końca promenady mieliśmy okazję przyjrzeć się bliżej unikalnemu pomnikowi „Tank”. Z wysokiego sztucznego wału zeszliśmy w kierunku miasteczka. Podziwiamy estetyczne i urzekające ulice obierając kierunek powrotny na kemping.

Następnego dnia wyruszamy dalej jadąc przez Domborg, Ouddorp, Rockanje docierając do równie uroczej miejscowości jak w minionym dniu – Brielle. Brielle zrobiło na nas duże wrażenie. Szybko ochrzciliśmy je mianem mikroamsterdamu. Miasto było poprzecinane licznymi kanałami i towarzyszącymi im mostami. W Brielle spędziliśmy noc na kempingu Moeeva Brielle, gdzie zmuszeni byliśmy do wynajęcia domku kempingowego ze względu na zbliżającą się burzę i silny porywisty wiatr.

Po spokojniejszej nocy (mimo burz ;)) wybraliśmy się w dalszą podróż. Przejeżdżając przez Rotterdam, Delf, Haga, Katwijk (piękna nadmorska miejscowość z licznymi ścieżkami spacerowymi wkomponowanymi w wydmach zepsuła nam jedynie informacja o zakazie wprowadzania psów na plażę) do Noordwijkerhout na kemping Noordwijkerhout Duinenpan.

Katwijk aan Zee
Katwijk aan Zee

Droga na plażę w Noordwijk
Droga na plażę w Noordwijk

To jeden z tych wyjątkowych kempingów, w których kilkumetrowe ściany żywopłotów separują boksy i tworzą osobne enklawy dla kilku pojazdów osłaniając przy tym nas od wiatru.

Również tutaj chętnie wybraliśmy się na wycieczkę na plażę (1 km). Prowadziła na nią ścieżka piesza oraz rowerowa. W dalszej części do ścieżki dołączył trakt konny. Takie fragmenty uświadamiają jak wielką uwagę przywiązuje się tutaj do wszelkich sportów i inwestycji w rekreację. Plażę zastajemy zupełnie pustą. Spotykamy jedynie kilku psiarzy gdzie Buran mógł sobie pobiegać i potarzać się w piasku dowoli.

Nowy dzień przywitał nas pochmurną i deszczową aurą. Właściwie to zaczynamy się przyzwyczajać do tej pogody choć w głębi serca wierzymy, że uda nam się po drodze wychwycić kilka promieni słońca i nacieszyć się nimi choćby na chwilę. Mijamy i podziwiamy Haarlem, Zandvoort, Alkmaar, Den Helder, który zwiedzamy w pozycji silnego pochylenia, walcząc z nacierającym wiatrem. Cofamy się jednak kilka kilometrów do Julianadorp na kemping Julianadorp Zwauwe. Pole namiotowe mieściło się pod samymi wydmami, dzięki którym wydawało się nam, że osłonięci przed silnym wiatrem rozłożymy namiot i nieco go przesuszymy. Do plaży mamy ok. 700 m więc głodni przygody wyruszamy. Niestety pogoda kolejny raz udowadnia swoją wyższość nad naszymi planami delektowania się piękną piaszczystą plażą i załamuje się. Kolejna noc spędzona bezpiecznie w samochodzie ze względu na trudne warunki pogodowe.

Callantsoog
Callantsoog
Julianadorp
Julianadorp

Szósty dzień to pożegnanie z wybrzeżem. Wyjeżdżamy o 11:00 i odbijamy w głąb lądu. Droga prowadzi przez legendarny Hoorn, którego nazwa za sprawą żeglarza pochodzącego właśnie z tego miasta – została nadana jednej z najtrudniejszych przepraw morskich (przylądek Hoorn). Kontynuujemy przejazd i mijamy m.in. Edam, Volendam, Amsterdam (o zgrozo – mijamy), Almere i Kampen, w którym znajdujemy kemping Seveningen.

Volendam
Volendam

Niestety ściana deszczu, z którą mierzyliśmy się w tym dniu uniemożliwiła nam zwiedzanie Amsterdamu na poziomie jaki sobie wymarzyliśmy. Odpuszczamy go zatem i odstawiamy na lepszy czas. Ogólna punktacja to 6:0 dla deszczu. Nazajutrz podejmujemy  jednogłośną decyzję o powrocie. Wjeżdżamy do Niemiec w Mappen. Kierunek Hannover – Magdeburg – Lipsk – Drezno – Zgorzelec – Wrocław – Piekary Śląskie. Trasę liczącą 1053 km pokonujemy w 16h.

Holandia zaskoczyła nas pod kilkoma względami. Przede wszystkim to pierwsze państwo, w którym imponujące jest zurbanizowanie terenu i wykorzystanie praktycznie każdego skrawka ziemi do jakiejś funkcji. Infrastruktura drogowa i zastosowane rozwiązania dla podniesienia bezpieczeństwa podróżnych są nieocenione. Największy jednak respect w naszych oczach nabraliśmy po przejechaniu linii wybrzeża i zapoznaniu się z obiektami ochrony linii nabrzeża gdzie toczy się walkę o każdy fragment lądu, który mógłby zostać zabrany przez morze.

W zdecydowanej większości kempingów nie mieliśmy problemu z wjazdem z Buranem. Wyjątkiem była sieć kempingów Molecaten Park Noordduinen, która posiada kategoryczny zakaz wprowadzania zwierząt. Odradzamy zatem marnowanie czasu na dyskusję z pracownikami recepcji i pomijanie tej sieci jeśli podróżujecie ze swoim pupilem.

Pobyt w Holandii w tym czasie niestety nas nie rozpieszczał. Temperatura 13*C, codzienne ulewy i wiatr który grasował po całej Europie nie pomagał w rozbijaniu namiotu i spokojnych nocach. Chwil, w których mogliśmy nacieszyć się słońcem było niewiele, ale każdy taki moment był niezwykły i przyjemny 🙂

Udostępnij:
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,
Poprzedni wpis Nastepny wpis
Nazywamy się Iwona i Tomek Kuchno. Jesteśmy cyfrowymi nomadami. Podróżujemy z naszym labradorem Buranem. Oboje związani jesteśmy z branżą IT, a dokładniej z jej estetyczną warstwą wizerunkową. Ciągła potrzeba inspiracji i doświadczania nieznanych do tej pory przestrzeni spowodowała, że nasze wspólne wyprawy stały się naszą życiową pasją. Od 2019 roku rozpoczęliśmy nasz vanlife. Pokonujemy tysiące kilometrów naszym vanem, aby odnaleźć ciszę, wsłuchać się w szum morza, a czasem jak dopisze szczęście zachwycić się pięknem zorzy polarnej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *